Jeszcze pięc miesięcy i poprzednia notka byłaby dalej aktualna. Fakt faktem - wspólny blog jak na razie nie wypalił,jednak czas najwyższy chyba się jakoś przełamac i coś zacząc działac w tejże materii.
Nowe autko juz "zagazowane", toteż zaczną się wycieczki tu i tam w celach turystyczno-wypoczynkowych:), o których będziemy raz na jakiś czas pisali. Tak w sumie to ciekawi mnie czy ktoś tu w ogóle zagląda:) Pewnie nie, bo kto by zaglądał na pustego bloga??
A teraz korzystając z wakacji, życzę wszystkim udanego odpoczynku!!
Nadchodzacy Nowy Rok to nie tylko okres radosci, ale rowniez zadumy nad tym, co minelo i nad tym, co nas czeka. Tak wiec duzo optymizmu i wiary w pogodne jutro zyczy ... gay.blog.pl

Czy ten film mógł zacząć się inaczej????
Chyba nie. Przynajmniej dla nas.


Dzisiaj ostatni dzień wakacji przynajmniej dla wiekszości z Was. Niestety są już za wami. Następne wakacje dopiero za 10 miesiecy.
Wiekszosć z Was będzie żyła już tylko wspomnieniami kiedy dla nas dopiero zaczną się po 20 września.
Tak więc specjalnie dla naszego kolegi zza górki jak równiez dla Wszystkich odwiedzajacych tego bloga zamieszczamy fotkę. Niech bedzie ona symbolem minionych wakacji kiedy to słonko grzało a woda była ciepła.
.jpg)
a nawiasem to mamy prośbę do rządzących co modlili sie o deszcz...
PANIE I PANOWIE OSŁOWIE SKORO MODLICIE SIĘ O DESZCZ I DOBRZE WAM TO WYSZŁO TO ŻADAMY ABYŚCIE SIĘ TERAZ MODLILI O ŁADNĄ POGODĘ PO 20 WRZESNIA KIEDY TO DLA NAS WAKACJE 2006 SIE ROZPOCZNĄ. Z GÓRY DZIĘKUJEMY.
ps. z gór podziekujemy...
Kolejny słoneczny, bo tak się zapowiadało weekend spędziliśmy w naszych polskich TATRACH.
Wyruszyliśmy już w piątek by z samego rana w sobotę być gotowym do wymarszu w góry.
Wyjechaliśmy około 19 by po kilku godzinach dotrzeć do Zakopca. Po drodze oprócz muzyczki z głośników towarzyszył nam warkot z tłumika, który powoli kończył żywot. Po dojechaniu do Zakopanego okazało się, że jego żywot nadchodzi szybkimi krokami. No, ale trzeba sobie jakoś radzić. Niech żyją sznurówki. Ze znalezieniem noclegu nie było problemu. Dostaliśmy pokój w piwnicy gdzie bardzo miło ugościła nas pani znad morza gdzie sprawuje nadzór nad domkiem. Podłoga w pokoju była krzywa a co się z tym wiąże łóżka też krzywo stały.
W piątek też spotkaliśmy się, z Krzyśkiem gdzie razem poszliśmy na małe żarcie do ulubionej a zarazem taniej knajpy położonej 100 metrów od Krupówek. Można by powiedzieć dużo tanio Tesco jednak z tym hipermarketem nie ma to nic wspólnego.
Sobota rano godzina 6.20 Przystanek w kierunku KUŹNIC. Czekamy na busa. Pod kolejkę KASPROWEGO docieramy jednak taksówką za jedyna 2 zeta od łepka.
Na szczycie Kasprowego jesteśmy 5 minut po siódmej. Temperatura 15 stopni. Słonecznie ciepło bez chmur. Śniadanie na górze jak również zabezpieczenia przed słońcem, czyli balsamy do opalania.
Ruszamy w górę. Kierunek ŚWINICA
dalej kierunek ZAWRATU.
Od strony słowackiej pogoda zaczyna robić się niezbyt ciekawa. Nadciągają chmury. Postanawiamy zrezygnować ze zdobycia Koziego Wierchu. Ruszamy w kierunku DOLINY PIĘCIU STAWÓW. Zaczyna padać deszcz a raczej kropić. Jak się za moment okazało znów wyszło słoneczko, które zachęciło do zdobycia kolejnego szczytu tym razem najpierw SZPIGLASOWA PRZEŁĘCZ a dalej SZPIGLASOWY WIERCH.
Kilka metrów przed przełęczą zaczyna lać. Miny nam nie dopisały. Grzmiało lało...
Po wejściu na Szpiglasowy Wierch znów słoneczko nie dało za wygraną. Zrobiło się w jednej sekundzie słonecznie i ciepło. Pięknie było widac poniższy szczycik? Może ktoś się domyśli co to jest?
A mi zamarzyło się wejście na Cubryne...
Dalsze kroki skierowały nas do MORSKIEGO OKA. Zabrakło nam parę minut żeby nie złapał nas po raz kolejny deszcz. Jednak tym razem nie lało, ale to była ulewa połączona z burzą i zimnym deszczem. Jacy byliśmy wściekli to tylko my wiemy.
Zejście asfaltem w kierunku Palenicy skąd do Zakopca tym razem zajechaliśmy busem.
Wieczór spędzony oczywiście w naszej knajpie.
Niedziela nie zachęcała do wymarszu w góry. Tak, więc ostatnie godziny pobytu spędziliśmy na Krupówkach.
Powrót, tuningowanym nexusem do domu. Ileż to mięliśmy szczęścia ze tłumik nie odpadł po drodze, co stało się następnego dnia na przejeździe kolejowym...
Czas: 29.04-01.05.2005
Miejsce: zakopane i okolice oraz Czorsztyn i Niedzica
Uczestnicy wyprawy: trzy pary w tym jedna branżowa, czyli my i rodzynek, oraz jedna para spóźniona kilka dni
Środek transportu: własny
Czas podróży tam: około 150 minut (za długo jak na moje możliwości)
Czas powrotu: jeszcze dłuższy niż podróż tam
Cel pierwszej podróży: jaskinia Raptowicka oraz Mylna
Szlak do Jaskini Raptawickiej jest równocześnie szlakiem do Jaskini Mylnej, którą warto przejść w drugiej kolejności. Z Doliny Kościeliskiej ostro pod górę po kamiennych schodach przez las i wychodzisz na kamieniste zbocze, nad którym strzeliście wznosi się ściana Raptawickiej Turni. Wejście za pomocą łańcuchów znajduje się około 15 metrów wyżej. Wciągając się po łańcuchach prawie pionową ścianą dochodzi się do wejścia jaskini i drabinie schodzi się na jej dno. Wyjście i zejście z jaskini tą samą drogą.
Wspólnymi siłami udaje się wszystkim zdobyć ta jaskinię.
Niesamowita, niespotykana, nieprawdopodobna. Jest jedną z najdłuższych jaskiń tatrzańskich. Długość jej korytarzy wynosi ok.1300 m, z czego 300 m udostępniono turystom. Schodzimy kilka metrów niżej by dostać się do wejścia do jaskini mylnej. Ciekawe, od czego pochodzi ta nazwa... Pojawia się szczelina, przez którą się wczołgujemy. Z całego towarzystwa zostaje nas tylko czworo. Reszta się wycofała. Tchórze... Jaskinia oznakowana jest bardzo dobrze, więc trzeba by chcieć, aby się w niej zgubić a myśmy się zgubili no, ale szybciutko się odnaleźliśmy. Po pełzaniu doszliśmydo wysokiego, biegnącego prostopadle korytarza zwanego Białą Ulicą. Ulica ta zabezpieczona jest łańcuchem. Jeszcze kawałek i już za zakrętem widać światło dzienne. Po wyjściu z jaskini dokładnie sprawdziliśmy, kto i jak jest utaplany w błocie. Nie wiemy jak nasza znajoma jako jedyna wyszła z jaskini tak samo czysta jak przed jej wejściem. A my... błotne potworki.
Powrót do Zakopca. Wieczorne wyjście na miasto. Kolacja i jakaś dziwna knajpa Europejska z pajacem na środku. Ja się zmywam, bo nie kręcą mnie takie klimaty. Reszta zostaje.
Dzień drugi: Gubałówka
Na szczyt Gubałówki wjechaliśmy busem. Na sam szczyt prowadzi droga asfaltowa, która przypomina mały hipermarket. Można tam kupić wszystko oprócz sprzętu, rtv i agd...
W połowie spacerku znajduje się park linowy. Prawdę mówiąc gdyby ktoś z grupy rzucił hasło czy się bawimy to ja pierwszy bym się na to zgodził. Zejście o własnych siłach do zakopca jednak po drodze sesja zdjęciowa. Tu trzeba powiedzieć ze pięterko znów razem tak jak w jaskini mylnej. Reszta zjechała tramwajem...
Kolacja w zakopcu i wieczór zabawy w domku
Powitanie spóźnialskich...
Dzień trzeci: deszczowo Czorsztyn i Niedzica
Zanim dotarliśmy do Czorsztyna porobiliśmy małe zamieszanie na rondzie w Nowym targu. Jeżeli ktoś widział 3 auta jeżdżące po tym rondzie kilka razy to znaczy ze widział nas. Po dotarciu do Czorsztyna i jakimś cudem, kiedy udało nam się zaparkować autka udaliśmy się na zamek cała ekipą. Był to mój 6 raz na tym zamku, ale za każdym razem ten zamek ma coś nowego do pokazania. Remontują budują...
Kierunek Niedzica. Zwiedzanie tego zamku w grupie pięterko plus oderwany rodzynek od reszty. Szkoda tylko, że tym razem górny balkon była zamknięty.
Powrót do domku...
Należy jeszcze dodać ze towarzystwo owe troszkę sobie z nas żartowało, że jesteśmy parą. Gdyby wiedzieli ze faktycznie tak jest. Tak się złożyło, że podchwyciliśmy temat i razem ze wszystkimi robiliśmy sobie żarty z tego. Do dziś nie wiem jak to się stało ze jako jedyni mieliśmy swój własny pokój...
Słyszymy ostatnio tu i ówdzie, że wspólny blog nam nie wyszedł. Jednak początki nie zawsze należą do łatwych, więc myślę, że od trzeciej notki jakoś łatwiej będzie się kolejne wklejało. Remont, o którym pisał Marcinek ostatnio, należy już prawie do przeszłości. Teraz pozostaje jeszcze tylko czekac na zamówioną ławę do salonu i kupić parę rzeczy do kuchni (talerze, sztućce i jakiś dzbanek). No i potem będę musiał wszystkie swoje graty przywieźć. A trochę tego będzie. Tylko gdzie ja to wszystko pochowam I nie wiem jeszcze, gdzie dam w końcu stół do ping-ponga Remontujemy, Urządzamy… brakuje tu jednego słowa. A dlaczego? Otóż muszę przyznać, że jestem bałaganiarzem. Często zaczynam robić jedną rzecz, nie kończę jej i zabieram się za drugą. Aktualnie tą pierwszą rzeczą jest remont mojego „M”. Mam co prawda nadzieję, że go skończę, jednak już kolejna rzecz chodzi mi po głowie. Rzecz, o której dużo myślałem wcześniej, aczkolwiek uznałem, że nie ma szans jej zrealizować. Dzieci chyba mieć nie będę, choć kto wie, może sobie jakoś z Marcinkiem zrobimy małego chłopczyka , medycyna ostatnio zapierdala wraz z postępem technicznym, tak więc żeby zostac prawdziwym mężczyzną muszę jeszcze posadzić drzewo i wybudować dom. A nie da się tego zrobić bez działki. Na początku maja zaczynam szukać odpowiedniego skrawka ziemi, a potem szybciutko załatwiać formalności z kredytem i kupować. Jednak dużo wody w Wiśle przepłynie zanim domek będzie stał, ale kiedyś się go postawi. Marcinek co prawda do tego pomysłu nie podchodzi zbyt optymistycznie, chyba z tego powodu iż się urobił trochę przy remoncie i nie chce tego drugi raz przechodzić.

Na stole pyszności
Mokrego Dyngusa
I wspaniałych gości
Niech to będzie czas uroczy
Życzymy miłej Wielkiej Nocy!
gay.blog.pl
Od poprzedniej notki upłynęło sporo czasu. Można by pomyśleć, że nasz wspólny blog nie wypalił bądź stwierdziliśmy, że nie ma sensu go dalej prowadzić. Nic bardziej mylnego. Blog będziemy razem prowadzić dalej ja również i dwa pozostałe. Tym samym odpowiedziałem na pytania czytelników czy prowadzimy jeden czy trzy blogi.
Powód, dlaczego nic tu w ostatnim czasie nie napisaliśmy jest bardzo prosty. Od dwóch tygodni remontujemy mieszkanie. Jak to powiedział Grzesiek czas w tym mieszkaniu zatrzymał się w latach 70. Tak, więc trzeba przeprowadzić bardzo gruntowny remont od sufitów po same podłogi. Coś trzeba zburzyć (ściana między kuchnią a pokojem) by zrobić pokój z aneksem kuchennym jak również trzeba coś wybudować (ściana oddzielającą przedpokój od pokoju z aneksem). Najwięcej czasu, który do tej pory poświęciliśmy zajęły sufity tzn. gładzie na sufitach. No, ale już to praktycznie za nami. Najbardziej wkurzył nas murek w kuchni. Po jego postawieniu stwierdziliśmy po kilku dniach, że gotowa zaprawa murarska nadaje się do posypywania chodników, aby nie były śliskie. Zawartość cementu w tej zaprawie równa jest zeru. To tak jak abstynent ma promile we krwi. No cóż. Poszliśmy na łatwiznę. Zamiast kupić piasek i cement kupiliśmy gotowa zaprawę. Człowiek na błędach się uczy. Umiera i jeszcze wszystkiego nie wie. Jutro wymienią okna a wtedy to już będzie z górki. Tapety, panele drobne wykończenia no i mieszkanie będzie zdatne do użytku.
Przez te dwa tygodnie przebywania razem miałem również okazję by dokładnie poznać moich teściów i szwagierkę. Tatuś chyba mnie polubił za to mamusia trzyma mnie na dystans a szwagierka hmmm... ona wszystko wie tylko na razie nic głośno nie mówi. Dobrze węszy, zadaje mądre pytania by się dokładnie upewnić...
A wczoraj mieliśmy okazje sprawdzić jak to się razem mieszka. Pierwsza noc spędzona razem w nowym M. Spodobało nam się to. Było po prostu... czy trzeba kończyć? Na pewno nie. To było...
Prowadzenie bloga – po kilkumiesięcznym oczekiwaniu - czas zacząć…
Zacznijmy może od początku…
Był sobie pewien chłopczyk, który od pewnego czasu zaczął czytać branżowe blogi, pewnego pochmurnego dnia natrafił na jeden blog, który przykuł jego uwagę, głównie z tego powodu, iż właściciel mieszkał w tym samym mieście (przynajmniej tak twierdził bo wszystkie znaki na niebie tzn na blogu wskazywały że są z jednego miasta). Próbował zagadać na gg, lecz nic z tego nie wyszło, właściciel był niedostępny. Jednak chłopczyk nie dał za wygraną i parę dni później, 29 stycznia 2005, o godzinie 10.47 rozpoczęła się taka rozmowa:
G (29-01-2005 10:47)
czesc Gejas,
M (29-01-2005 10:48)
hej:) a ktos ty:> (tu należy dodać moje myśli jakie przysżły mi do głowy... znów jakis debil zawraca mi dupę)
G (29-01-2005 10:48)
nie wiem co prawda czy mogę się do Ciebie tak zwracać
G (29-01-2005 10:48)
nowy czytelnik
M (29-01-2005 10:49)
gejas to tylko do bloga a tak to marcin jestem:)
G (29-01-2005 10:49)
w takim razie czesć Marcin
M (29-01-2005 10:49)
witam:)
Chłopcy gadali ze sobą cały dzień, by wreszcie zgodnie ustalić, iż w żadnych wypadku do siebie nie pasują, ale jest jakaś szansa, że zostaną może nie przyjaciółmi, ale kolegami... I tak też się stało. W tydzień później młodszy chłopczyk założył sobie swojego bloga. Chłopcy popołudniami gadali ze sobą na gg, znajomość coraz bardziej przemieniała się w przyjaźń, a nawet, pewnego dnia adoptowali siebie jako bracia. Jeden drugiego namawiał na randki (bo akurat każdy miał kogoś na oku). Pewnego dnia młodszy chłopczyk miał iść ze swoimi znajomymi na pewien wieczór kawalerski. Jednak nie miał ochoty tam iść, gdyż akurat było to w tym dniu, gdy cały świat wstrzymał oddech. Do starszego chłopczyka przyjechał jego chłopczyk. No i postanowili zrobić wspólne spotkanie... I tak 2 kwietnia 2005 roku, parenaście minut po godzinie 18 doszło do spotkania. Pojechali do pobliskiego Szczyrku, gdzie w Green Pubie zjedli pizze. Tam też zastała ich wiadomość o śmierci Papieża... Byli wtedy przy stoliku w dwójkę... gdyż trzeci akurat wtedy na chwilkę musiał wyjść... Jedno jest pewne, gdyby nie tamto wydarzenie, do spotkania mogłoby nie dojść, a nawet gdyby doszło, to pewnie wydarzenia nie potoczyłyby się tak, jak się potoczyły i nie byłoby tej notki, na pierwszym wspólnym blogu... 19 czerwca ci sami chłopcy wybrali się na górski spacerek... I kolejna ważna data. Jeszcze parę miesięcy wcześniej młodszy chłopczyk planował na ten dzień podróż do stolicy, by uczestniczyć w ważnym wydarzeniu na polach wilanowskich. Do wydarzenia tego nie doszło z oczywistych względów... Ale wracając do spacerku... szli tam jako tylko jako przyjaciele... a wrócili jako... hmm... trudno powiedzieć, a właściwie napisać. Przyjaźń przerodziła się w coś, czego obydwaj się bali. Nikt nie chciał pierwszy powiedzieć, co czuje. Dopiero pod koniec lipca wszystko stało się jasne... Od tego czasu minęło prawie pół roku. Aż chciałoby się tą bajkę zakończyć tradycyjnie: i żyli długo i szczęśliwie.. czy tak będzie – czas pokaże...
Na początku listopada 2005 wpadł nam do głowy pomysł, by oba blogi połączyć.Jednak jak to zrobić, by nikt nie czuł się pokrzywdzony? Ten problem wydawał się tak samo bez rozstrzygnięcia jak problem kwadratury koła... 7 listopada przypadkiem wszedłem na gay.blog.pl... i zobaczyłem coś takiego: "Blog o podanym przez ciebie adresie nie istnieje, lub adres jest podany niepoprawnie". Nie namyślając się długo postanowiliśmy założyć trzeciego bloga, który będzie naszym wspólnym. A co do nazwy, to od marca czekałem, aż gay.blog.pl będzie wolny. Marzenia się spełniają i się doczekałem. Tak więc dziękuję wszystkim, którzy poprzednio prowadzili ten blog, że już go nie prowadzą :) Dlaczego czekaliśmy tak długo z pierwszą notką? Z tego powodu, iż dokładnie rok temu, prawie co do minuty, rozpoczęliśmy naszą znajomość :)